Khruangbin ( KRUNG -bin ; dosłownie w tajskim "samolot" ) to amerykańskie trio muzyczne z Houston w Teksasie.
Zespół składa się z Laury Lee Ochoa (gitara basowa i wokal), Marka Speera (gitara i wokal) oraz Donalda „DJ” Johnsona (perkusja, instrumenty klawiszowe i wokal). Trio znane jest z łączenia globalnych wpływów muzycznych, takich jak tajski rock , irański pop i dub , z amerykańskim soulem , rockiem i psychodelią.
Dzisiaj proponuję album nagrany w 10. rocznicę ich debiutu, w którym trio rezygnuje z rozpamiętywania minionych chwil, woląc w ciszy rozmyślać o tym, co działo się pomiędzy tymi dwoma momentami, wysadzając w powietrze wszystko, co wpadnie im w oko.
Płyta "The Universe Smiles Upon You" ukazała się 6 listopada 2015 roku. Niniejszy podwójny LP z identycznym tytułem lecz zaopatrzonym dopiskiem "ii", 7 listopada 2025 roku. Jaka piękna analogia, nie sądzicie ?
Khruangbin wymyśla siebie na nowo, a jedyną ich trwałą cechą charakterystyczną, jest ich osobliwość i amorficzny psychodeliczny pazur. Wydanie zaskakującego albumu, pozornie zaprojektowanego jako kontynuacja ich debiutanckiego albumu z 2015 roku "The Universe Smiles Upon You", jest absolutnym powiewiem świeżości a może i zaskoczeniem, szczególnie dla tych, którzy być może nie zetknęli się z ich twórczością
Podobnie jak w przypadku tego pierwszego wydania, "The Universe Smiles Upon You ii" gości otulającą, przestrzenną płynność dźwięku, rodzajem płynnej sennej przestrzeni, którą można znaleźć na największym księżycu Saturna, ale z głęboko zakorzenionym pulsem.
Wykorzystując tę samą listę utworów, co w wersji z 2015 roku (w tym ich bonusowy utwór vintage „Bin Bin”) i nagrany w dniu 10. rocznicy tych sesji, Khruangbin nie brzmi na "ii" jakby odcinali kupony od swojej twórczości. Zamiast tego trio zatrzymało się u bram katedry, rozmyślając — żartobliwie, poważnie, lekko, mrocznie i niezwykle cicho — nad tym, co działo się pomiędzy tymi dwoma punktami, zanim zdetonuje wszystko, co w zasięgu wzroku.
Wspominam o ciszy na płycie "ii" , ponieważ kontrola głośności jest najbardziej imponującym elementem niuansów wprowadzonych do tego albumu.
Dla zespołu, który na zawsze uczynił cień i subtelność swoją wizytówką, każdy postęp jest wart wzmianki. Oznacza to gitarzystę Marka Speera, który śpiewa „Little Joe and Mary ii” z intrygująco obcą instrumentacją akustyczną, która zamienia pierwszy utwór na albumie w sycylijską piosenkę ludową.
Snujące się solo gitarowe, które wije się przez ciepłe brzmienie „Balls and Pins ii”, przypomina to, co by się stało, gdyby Sade zaśpiewała po swojemu fusion-jazzowy "Blow by Blow" Jecka Becka , rezonansowy rodzaj ozdobnego filadelfijskiego soulu, którego marzycielstwo szybko odradza się jako lekki punkt kulminacyjny w „White Gloves ii”, a następnie przekształca się w skoczny, migoczący funk-lite „People Everywhere ii”.
Poruszany ledwie słyszalnym, niebiańskim chórem wokalnym w tle i najbardziej przejmującymi partiami gitary Speera, utwór zamykający, naznaczony organami, „Zionsville ii” mógłby uchodzić za ostatni taniec na balu maturalnym - seeerio !!!! - hymniczny, soulowy „Always and Forever” dla nowego pokolenia. Nie wiem, jakie były powody Khruangbina, by przerobić „ The Universe Smiles Upon You ” a może bardziej, rozwinąć nie do końca wówczas przepracowane tematy.
Ale właśnie to jest tak piękne i świeże w zaskakującym „ ii” - bo pamiętajcie, wszyscy jesteśmy w tym samym ciepłym, wciągającym i eklektycznym muzycznym świecie. Pod warunkiem zasłuchania w tym tytule.

Prześlij komentarz