Po 23 latach spędzonych w zespole Dżem Balcar nie traktuje nowego etapu jako rewolucji ani demonstracyjnego odcięcia się od przeszłości. Wręcz przeciwnie.
- Po 23 latach pojawia się potrzeba zmiany, wyjścia ze strefy komfortu i sprawdzenia, co jest dalej. Nie traktuję tego jednak jak odcięcia grubą kreską czy dramatycznego gestu. Raczej jak spokojne uznanie, że pewna formuła się wyczerpała, a ja chcę pójść w nowe przestrzenie - mówi artysta.
Jak podkreśla, wszystkie dotychczas opublikowane single są elementami większej całości.
- To piosenki pokazujące różne strony tego samego momentu. Z jednej strony zamknięcie ważnego etapu, z drugiej szukanie nowej równowagi, własnego języka i własnego miejsca - dodaje. – dodaje Maciek.
„Koniec Balu” ma jednak wyjątkowy charakter także z innego powodu. To pierwsza tekstowa propozycja Grzegorza Paczkowskiego napisana dla Balcara bez wcześniejszych rozmów o temacie czy kierunku utworu.
- Tym razem to ja robiłem muzykę do istniejącej warstwy lirycznej - opowiada Balcar.
Artysta przyznaje, że kiedy przeczytał tekst, szybko odkrył w nim również własne doświadczenia. Choć utwór napisany jest z charakterystycznym dla Paczkowskiego dystansem i poczuciem humoru, dotyka zaskakująco uniwersalnego problemu. Bohater piosenki staje przed pytaniem, które większość ludzi zna aż za dobrze: zostać do rana na imprezie czy wrócić do domu, odpocząć i następnego dnia zrobić coś wartościowego? Dla jednych może to być błahy problem. Dla innych - temat, który wraca przez całe życie.
- Są ludzie, którzy z tym dylematem pozostają do końca swoich dni, niezależnie od wieku. A będzie ich coraz więcej, skoro wymyślono już nawet specjalną jednostkę chorobową o nazwie FOMO - zauważa artysta.
„Koniec Balu” to nie tylko kolejny singiel zapowiadający nowy album Maćka Balcara. To także przewrotna, pełna obserwacji opowieść o współczesnym człowieku, który nieustannie boi się, że coś go ominie - i który każdego dnia musi zdecydować, co naprawdę jest dla niego ważne.
foto Paweł Trześniowski


Prześlij komentarz