Village People - krótka historia zespołu, niejednego hitu. A trzeci album "Cruisin"- klasyk ery disco, ma podwójne znaczenie.

W Greenwich Village jak ryba w wodzie czuł się francuski kompozytor Jacques Morali. Wspólnie z partnerem (ale tylko artystycznym) Henrim Belolo chętnie odwiedzali kluby, szukając inspiracji do nowych utworów. Gdy natrafili kiedyś na gejowską dyskotekę, na której wszyscy uczestnicy bawili się w rytm zdobywającej właśnie popularność w undergroundowych klubach muzyki disco, poprzebierani w fantazyjne stroje – postanowili założyć zespół wokalno-taneczny, który nagrywałby piosenki z myślą właśnie o takich dyskotekach. Morali dostał właśnie taśmę od młodego Afroamerykanina, zdolnego wokalisty i tancerza, Victora Willisa. Wraz z Belolo stworzyli muzykę, Willis dorzucił teksty i zaśpiewał, muzycy sesyjni dograli partie instrumentalne  i już, zwięzła, 4-utworowa, 22-minutowa debiutancka płyta była gotowa. Na cześć dzielnicy, która tak ich zainspirowała, album wydali pod szyldem Village People.

Ku ich zaskoczeniu, popularność wydanej w lipcu 1977 płyty szybko zaczęła wykraczać poza kluby gejowskie. Choć pierwotnie miał to być projekt wyłącznie studyjny, pojawiły się coraz liczniejsze propozycje koncertów. Belolo, Morali i Willis zaczęli pospiesznie montować skład, zdolny do występowania na żywo, zespół złożony z kilku tancerzy i zarazem wokalistów. Najlepiej w typie macho i z wąsami. Willis przyprowadził swego kompana, Alexa Brileya, Morali wypatrzył gdzieś na ulicy Indianina Felipe’a Rose’a, dobrano jeszcze trzech innych  i zaczęło się. Powoli też ukonstytuował się najsłynniejszy skład zespołu, obok Willisa, Brileya i Rose’a w jego skład weszli: Glenn Hughes, Randy Jones i David Hodo. Cała szóstka występowała na scenie w barwnych kostiumach (odpowiednio: policjanta, żołnierza, Indianina, motocyklisty, kowboja i robotnika budowlanego) – częściowo z inspiracji fantazyjnymi kostiumami, jakie Belolo, Morali i Willis widywali na co dzień na ulicach i w klubach The Village, częściowo z założenia, że stroje zespołu mają oddawać przekrój amerykańskiego społeczeństwa.

Wydana pod koniec lutego 1978 druga płyta, „Macho Man”, na listach przebojów dotarła do 24. miejsca (całe 30 oczek wyżej niż debiutancki album), skutecznie wprowadzając Village People do muzycznego mainstreamu; młodsza o siedem miesięcy, trzecia w kolejności „Cruisin’” – do miejsca 3. Następna „Go West” również dotarła do pierwszej dziesiątki – do 8. miejsca (w tym przypadku lokomotywą ciągnącą całość w górę list okazał się utwór „In The Navy”). Kolejne płyty przypadły już na schyłek mody disco, lokując się na dalszych miejscach list przebojów (a ostatnie trzy już nie weszły na listy w ogóle). Tym niemniej, Village People po pewnych rotacjach składu (z oryginalnej szóstki zostali tylko Rose, Briley i Hodo; Morali w listopadzie 1991 zmarł na AIDS, Hughes w marcu 2001 przegrał walkę z rakiem płuc) funkcjonują do dziś.

Na szczyty list „Cruisin’” pociągnęła przede wszystkim jedna piosenka, która zresztą na płytę weszła ostatnia. Willis zawsze twardo się zapierał, że miał to być po prostu hymn pochwalny pod adresem Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej - tyle że w latach 70. właśnie przybytki YMCA były dla młodych amerykańskich gejów bardzo popularnym miejscem tzw. cruisingu właśnie  czy pikiety, jak to bardziej w naszym kraju nazywamy, łatwo się domyśleć o co chodzi - nieoficjalnych, anonimowych spotkań w wiadomym celu. Willis, choć zdeklarowany heteryk (jak większość zespołu, bo z całej czeladki jedynie Jones, Morali i Rose preferowali panów), tak naprawdę doskonale zdawał sobie z tego sprawę - i tak powstał utwór, powszechnie postrzegany jako gejowski hymn (jeśli gdzieś w filmie słyszymy w tle „Y.M.C.A.” - możemy w ciemno obstawiać, że na ekranie zobaczymy zaraz stereotypowo przedstawionego homoseksualistę, na ogół w skórzanym wdzianku – vide choćby nieszczęsny Paul Reiser, znany szerzej jako szuja Burke z drugiej części „Obcego”, w „One Night At McCool’s”). Zresztą, do kultury masowej jako typowo gejowskie wdzianko za sprawą Village People i „Y.M.C.A.” przeszedł też właśnie obcisły skórzany kostium motocyklisty (koniecznie z czapką i wąsami, mile widziane ciemne okulary); dość wspomnieć bywalców pamiętnego baru Błękitna Ostryga.

Album „Cruisin’” trudno rozpatrywać od strony artystycznej inaczej, niż jako świetny przykład campu: wszystko na tej płycie jest w pełni świadomie przerysowane, przestylizowane, na czele z trącącymi mizoginią niektórymi tekstami (rzecz jasna, sam image Village People to przecież camp). Bo od strony muzycznej nie ma tu specjalnych wzlotów ani specjalnych dołów: taneczne rytmy, dodatki instrumentów dętych, chwytliwe refreny i zbiorowe partie wokalne – jednym słowem, mamy tu do czynienia co prawda z produktem, ale za to z produktem o jakości co najmniej przyzwoitej. Płyta jest jak najbardziej do posłuchania  i do zabawy tym bardziej.

Przypomnę zatem - „Cruisin'” to trzeci album studyjny amerykańskiej grupy disco Village People, wydany 25 września 1978 roku. Tytuł płyty ma podwójne znaczenie: odnosi się zarówno do zwykłej przejażdżki, jak i stanowi subtelne nawiązanie do zjawiska „cruisingu” (poszukiwania partnerów seksualnych w miejscach publicznych) w środowisku gejowskim. Na albumie znalazły się przeboje „Hot Cop” oraz „Y.M.C.A.” – ten drugi dotarł do drugiego miejsca na liście Billboard Hot 100.

 

W 2003 roku album został ponownie wydany w Europie kontynentalnej pod tytułem „Y.M.C.A.”.

 

Gazeta „The Globe and Mail” napisała, że ​​

„Village People tworzą muzykę disco, która pod względem muzycznym jest dość sztampowa, ale wyróżnia się pełnym werwy stylem wokalnym i zabawnymi, utrzymanymi w żartobliwym tonie tekstami”.

 

Ale to już historia…



Komentarze

Nowsza Starsza