20 stycznia miał swoją premierę najnowszy singiel Death By Love „Sellenno”.
Jest to utwór otwierający album „444”. Od samego początku powstał w dwóch wersjach: Sellenno oraz Sellenno Reprise, które pełnią rolę klamry spinającej całą płytę.
Teledysk został zrealizowany w dawnej siedzibie firmy Heinz w Pittsburghu, w zabytkowej hali produkcyjnej, gdzie niegdyś wytwarzano słynny ketchup Heinza, ten sam, który uwiecznił na swoich grafikach Andy Warhol.
Premiera singla dokładnie o miesiąc poprzedza wydanie albumu 444, który ukaże się 20 lutego na wszystkich platformach streamingowych.
Polska publiczność będzie miała okazję zobaczyć DEATĦ B¥ LØVE na żywo podczas tegorocznej edycji festiwalu Castle Party.
Zespol to:
Inga Habiba: śpiew
Pete Guellard: elektronika/sample/klawisze
Joe Palermo: bębny elektroniczne
Pam Simmons: gitara
gościnnie w teledysku w ujęciach z ogniem wystąpiła Marilyn Rosa.
Strona internetowa zespołu: deathbyloveband.com
INGA HABIBA O TEKŚCIE SELLENNO
To nie był zwykły akt tworzenia – to była egzorcyzma cieni, która dokonała się w samym sercu jesieni. Gdy świat na zewnątrz zaczął obumierać, ubierając się w rdzę i chłód, ja poczułam, że muszę nadać kształt temu, co wewnątrz mnie pozostawało bezkształtnym bólem. Tak narodziło się „Sellenno”.
Jesienne misterium wyparcia
Pisałam ten tekst, gdy liście opadały z drzew niczym wspomnienia, których nie da się już zatrzymać. W tym jesiennym półmroku zrozumiałam, że moja dziecięca radość nie zginęła – ja sama ją tam złożyłam, w „zimnej piwnicy” duszy. To nie był wybór, lecz mechanizm przetrwania. Ukryłam tamto światło, by nie drażniło oczu przyzwyczajonych do mroku traumy. Wiersz stał się konfesją wyparcia: próbą wyrzucenia z głowy tego, co pali, nawet za cenę emocjonalnej aleksytymii.
Paradoks ciernia: Pragnienie, by poczuć cokolwiek
„Sellenno” powstało z tęsknoty za jakimkolwiek sygnałem istnienia. Kiedy trauma zamraża serce, tworząc wokół niego gruby pancerz odrętwienia (numbness), człowiek zaczyna szukać bólu jako ostatniego dowodu na to, że wciąż żyje.
Ścięłam metaforyczne róże z rajskich ogrodów mojego dzieciństwa – tych, które mogłyby być, a nigdy nie zaistniały. Zostawiłam same ciernie. Pisałam o nich, by kłuły moje sumienie, bo w świecie C-PTSD poczucie winy jest jedynym kompasem, a ból – jedynym autentycznym doznaniem. „Może w końcu coś poczuję” – to nie tylko wers, to krzyk więźnia własnej dysocjacji.
Cisza ślepca i brak, który krzyczy
W tamte jesienne wieczory pragnęłam stać się „ślepcem”. Chciałam, by tekst odzwierciedlał ten moment, w którym świat zewnętrzny staje się zbyt głośny, zbyt jasny, zbyt raniący. Dysocjacja w „Sellenno” to ucieczka w ciszę, w której nie trzeba już patrzeć na ruinę własnych nadziei.
Sellenno to litania braków, która wybrzmiewała we mnie najgłośniej:
· Bez celu, bo przyszłość wydaje się tylko echem przeszłości.
· Bez nadziei, bo depresja traumy nie zna jutra.
· Bez miłości... to słowo powtarzałam w tekście jak mantrę, jakby wielokrotne jego wypowiedzenie mogło wypełnić pustkę po zaniedbaniu, którego doświadczyło dziecko.
Pieśń o przetrwaniu
Napisałam „Sellenno”, by ubrać w słowa portret C-PTSD. To nie jest tylko piosenka – to mapa mojego wewnętrznego chaosu, poetycki zapis walki o odzyskanie kontaktu z własnym „ja” w obliczu lodowatej pustki. To świadectwo tego, że czasem trzeba zejść do najciemniejszej piwnicy, by w końcu przestać się jej bać.
Moja przeszłość przez długi czas była zamknięta w ciszy. Dziś tę ciszę przerywam utworem "Sellenno".
To piosenka, którą napisałam, by wyrzucić z siebie ból traum doświadczonych w dzieciństwie. Chciałam w niej oddać ten stan, gdy przeszłość nie pozwala oddychać w teraźniejszości. Wypowiadam się o tym publicznie, bo wiem, że wiele osób nosi w sobie podobny ciężar.
Pamiętajcie: "Sellenno" to obraz ran, ale to terapia jest drogą do ich uleczenia. Nie bójcie się szukać pomocy. To, co nas spotkało w dzieciństwie, nie musi definiować całego naszego życia!


Prześlij komentarz