foto Leszek Leszczyński
Karaś
debiutuje osobistym i szczerym wyznaniem w singlu "1996"
Debiut Karasia to autobiograficzny
numer z nostalgicznym klimatem VHS i motywującym refrenem. "1996" to idealna propozycja dla fanów
emocjonalnego rapu, refleksyjnych i życiowych tekstów.
Dotąd
większość jego muzycznych materiałów z czasów, gdy nie miał jeszcze dowodu
osobistego, lądowało w szufladzie. Po kilkunastu latach przerwy Karaś ponownie stanął przed
mikrofonem, aby w końcu zmierzyć się z dorosłością i rozliczyć ze swoimi
dotychczasowymi doświadczeniami. Jego debiutancki singiel 1996 to
storytelling o dorastaniu, presji i relacjach z rodziną.
“Nie wolno płakać. Broń Boże, nie wolno płakać” — to zdanie pada na końcu utworu. Wypowiada je w moim kierunku mój Tata, na porodówce. Dzisiaj, 30 lat później, wiem, że "to wcale nie takie proste" — właśnie tak rozpoczynam pierwszą zwrotkę— opowiada Karaś.
Utwór "1996" to dla artysty najważniejszy projekt w jego życiu. Po kilkunastu latach nieobecności w studiu raper poczuł, że musi zrobić to jeszcze raz. To spowiedź chłopaka, który staje się mężczyzną. Chłopaka, którego ostatnie lata zaskoczyły, zraniły, wystawiły na próbę... Chłopaka, który w końcu poczuł, co to dorosłość.
Stanąłem przed mikrofonem, aby wykrzyczeć wszystkie swoje myśli, obawy, błędy. Kawałek "1996" to konfrontacja z samym sobą. Najpierw pisząc, a później nagrywając go, czułem jednocześnie nerwy, stres, wzruszenie, a z drugiej strony ogromną ulgę. Bardzo mocno się tu otwieram, ale wiem, że to dla mnie jedyna słuszna forma oczyszczenia się— dodaje.
W czasach, w których jesteśmy nieustannie zalewani błyszczącymi obrazkami, przepychem i blichtrem w social mediach, wszystko wydaje się proste i na wyciągnięcie ręki. Wiele osób nie potrafi sobie z tym później poradzić.
Wiem, że "1996" to kawałek, z którym wiele osób może się utożsamić. Ma być wsparciem dla każdego, kto na co dzień mierzy się z wyzwaniami, problemami, ale chce dać radę. Nie chce się poddać. Za każdego z Was trzymam kciuki, zmierzamy w tym samym kierunku. "La dolce vita, a żegnam gorzkie chwile"— podsumowuje Karaś.
Debiut artysty nie jest przypadkowy, bowiem premiera singla 1996 ma miejsce w dniu 30. urodzin Karasia, co dodaje całości wyjątkowej symboliki, a kawałek tym bardziej wybrzmiewa jako swoiste podsumowanie dotychczasowego etapu jego życia.

Prześlij komentarz