The Afghan Whigs zaklinają czas

 

Zdjęcie: Orlando Perkins / Royal Cream


Wczesnymi członkami trzonu The Afghan Whigs byli Greg Dulli (wokal, gitara rytmiczna), Rick McCollum (gitara prowadząca) i John Curley (gitara basowa). Zespół powstał tworząc w nurcie grunge, ewoluując od zespołu garażowego w stylu The Replacements , aby włączyć do swojego brzmienia i wizerunku więcej wpływów R&B i soulu. Wydali swój pierwszy album niezależnie w 1988 roku. Następnie zespół podpisał kontrakt z niezależną wytwórnią Sub Pop z siedzibą w Seattle. Ich czwarty album, "Gentlemen" z 1993 roku, był ich debiutem w dużej wytwórni, wydanym w Elektra Records. Pitchfork opisał ich jako „jeden z niewielu zespołów alternatywnych, które rozkwitły w dużej wytwórni” w latach 90. 

Dulli często twierdził w wywiadach, że zespół nigdy więcej się nie zjednoczy po rozpadzie w 2001 roku; grupa zjednoczyła się jednak ponownie w 2012 roku. 

Dziesiątym albumem „ Soft Control” Afghan Whigs z Cincinnati powracają w znacznie lepszej formie niż większość weteranów powracających po dłuższej przerwie (w tym przypadku czteroletniej), po tym jak wiele sukcesów odnieśli dekady temu. Obchodząc 40. rocznicę istnienia, Greg Dulli i spółka niewiele zrobili, aby zmienić brzmienie, które wyróżniało wczesne albumy, takie jak „Gentlemen”, wśród niezliczonej liczby zapomnianych zespołów rocka alternatywnego. Podczas gdy wiele zespołów powraca po takich przerwach z słabszym brzmieniem, Whigs odtwarzają dawną chwałę z większym poczuciem własnej wartości, dorównując, a może wręcz przewyższając, ich najlepsze dokonania.

"Teraz jest cały chudy, nosi te obcisłe garnitury i ma te dziadkowe okulary do czytania, i myśli sobie: »Hej, już nikomu nic nie mogę zrobić. Och, ja? Jestem po prostu starym, starym człowiekiem. Nie mam apetytu«”. 

Fragment Johna Mulaneya o Billu Clintonie przypomniał mi się, gdy niedawno czytałem mądrości Grega Dulliego, frontmana Afghan Whigs, na temat starzenia się, np. próby stania się mężczyzną, którym jego zdaniem powinien być. Oto autor tekstów, przyjął rolę playboya, gdy większość frontmanów lat 90. próbowała przynajmniej deklarować feminizm. 

Jak zauważono w artykule w Village Voice z okresu, gdy Whigs reaktywowali się w latach 2010., to nie tak, że Dulli & Co. byli GG Allinem. Ale psoty i złe zachowanie tworzyły niezłą mieszankę. Kiedy wahadło się odchyliło, mógł udawać wrażliwość, jak wtedy, gdy anonimowy fanzin o nazwie Fat Greg Dulli próbował wykoleić wydanie "Gentlemen" - tego samego albumu, który notorycznie przechwalał się „Mam fiuta zamiast mózgu”, zanim zmienił się w szczeniaka z prośbami „Bądź słodki”. 

Czarne garnitury, okulary przeciwsłoneczne o północy, uporczywe chmury dymu i muzyka soul, wszystko, czego brakowało Whigs, to pełny bak benzyny i pół paczki papierosów . Zespół zawsze wyglądał jak dorośli w pokoju rockowych dzikusów, chociaż ekscesy podważały pojęcie dojrzałości. Teraz dojrzałość uderzyła w nich jak tona cegieł. 

„Soft Control” to pierwsze przyznanie się zespołu do śmiertelności od czasu „reaktywacji” (teraz to już tylko luźny kolektyw) w latach dwutysięcznych. Pomimo śmierci gitarzysty Dave'a Rossera i późniejszego bliskiego współpracownika Dulliego (i byłego członka Screaming Trees) Marka Lanegana, album „ How Do You Burn?” z 2022 roku został poskładany w całość podczas pandemii i dlatego chciał krzyczeć, że żyje. Album prawie nie zawierał miejsca na przeszłość, a co dopiero na tych, którzy już odeszli. Jednak bycie odpornym na stereotypy i eksperymenty mogło mieć coś wspólnego z wyciszonymi reakcjami na niego. 

Specjalizacją Dulliego było kultywowanie reakcji, ale kiedy podważa się tę osobowość w imię różnorodności, tworzy to dystans.

Nie oznacza to, że Soft Control schlebia starzejącej się, wiernej publiczności, ale niewątpliwie ma ich na myśli. Choć można powiedzieć, że Whigs mają klasyczne brzmienie – narastające dźwięki pedal steel, gitara slide z efektem wah-wah, puste struny – album oddaje te brzmienia bez autorefleksji. Podobnie jak w przypadku "In Spades", ten zestaw ma słabość do często pomijanego "Black Love" z 1996 roku, który na papierze mógłby być jak Dinosaur Jr. naśladujący Without A Sound lub coś podobnego. Końcowy utwór „A Simulation” dołącza do długiej listy epickich utworów zamykających album, w tym „Closing Prayer”, „Faded” i „Omerta”.

Jak wspomniano, zaprzeczanie wiekowi nie odgrywa już tak wielkiej roli. Kiedy Dulli śpiewa „I don't look behind no more” w utworze „77”, mówi o akceptacji tego, co pozostało z przeszłości. Jakby był kontynuacją 66"...tak napiszę na marginesie.

„Duvateen”, jeden z głównych singli, żartobliwie nawiązuje do „Fuck me twice / I'm banging Nicorette”, ale tak naprawdę chodzi o zasłony ciemności, które spowijały jego domy przez dekadę. „My Lover” to oda do seksu a ma również klimat retro, nawiązujący do udanych interpretacji utworu „Come See About Me” zespołu Supremes z EP-ki „Uptown Avondale” . Zamiast rekonstruować skoczny klasyk soulu, by podkreślić desperację tekstu, ten utwór to istny popowy hit. „The Deepest Part of the Darkest Shadow” to mroczna, potężna ballada, przeplatana pięknymi instrumentami dętymi. Nie byłaby nie na miejscu na płycie "Twilight Singers". 

W „Memphis, Texas” dwa serca wygasają: „jedno zamarznięte… jedno złamane”. „You walk away on the ceiling” – śpiewa za kimś, prawdopodobnie Laneganem. 

„House Of I” nawiązuje do „Sympathy For The Devil” w autotematyczny sposób. Tymczasem instrumenty dęte, takie jak puzon i trąbka z tłumikiem, nawiązują do lat nawiedzających Nowy Orlean. Jak Dulli powiedział niedawno w jednym z wywiadów: „Na wypadek, gdybyś chciał znów wyruszyć na wyprawę”.

Wydaje się, że w dziesięciu utworach na "Soft Control" jest nieco mniej niepokoju, ale po dekadach zamętu rozsianego  album po albumie, jest szczerze satysfakcjonujące chłonąć pewność siebie i spokój w tych utworach. Afghan Whigs nie zamierzają przestać w najbliższym czasie. Jeśli widziałeś ich ostatnio, wiesz, że są jednym z najlepszych zespołów koncertowych tej ery. Mimo to, od czasu reaktywacji, dostarczają to, co najlepsze, osiągając rzadką równowagę między zadowoleniem wieloletnich fanów elementami swojego klasycznego brzmienia, a zachowaniem wystarczającej ilości niepokoju, aby każde wydawnictwo wyróżniało się jako część ich dziedzictwa. "Soft Control" byłby świetnym miejscem do zagłębienia się, jeśli jesteś nowy w świecie Afghan Whigs, ale jest to również kolejna satysfakcjonująca kolekcja dla ich wielbicieli.

Jazda obowiązkowa, w każdym razie. Pięknie będzie czarować zbliżającej się jesieni.



Komentarze

Nowsza Starsza