The Pretty Wild rozbijają system. Na drobne kawałeczki. A płyta "zero.point.genesis" robi spustoszenie !!!

The Pretty Wild to amerykański zespół grający alternatywny metal, pochodzący z Las Vegas w stanie Nevada, tworzony przez siostry Jyl i Jules Wylde. Grupa jest związana z wytwórnią Sumerian Records.

Siostry pochodzą one z Indiany; w młodości straciły matkę, która zmarła na raka. Po pewnym czasie przeprowadziły się do Nevady, by zamieszkać z ciotką. Zanim założyły własny zespół, duet występował w kasynach, grając covery utworów popowych.

Zespół The Pretty Wild powstał w 2022 roku i wydał debiutancki singiel zatytułowany „XANAX & CHAMPAGNE”. Przed premierą debiutanckiej EP-ki „Trigger Warning” grupa wypuściła kolejne single.

W 2024 roku The Pretty Wild wydały utwór „sLeepwALKeR”, który zyskał dużą popularność w serwisie TikTok. Zespół wziął również udział w nagraniu coveru utworu „The Unforgiven” grupy Metallica – we współpracy z artystką Diamante oraz zespołem Kittie – na potrzeby ścieżki dźwiękowej do filmu „Queen of the Ring”.

W lutym 2025 roku The Pretty Wild wydały utwór „Kundalini”, nagrany we współpracy z zespołem Deadlands.

Dziewczyny towarzyszyły grupie In This Moment jako support podczas trasy koncertowej „Hell Hath No Fury” (wraz z zespołami Wargasm i Kat Von D), występując na takich festiwalach jak Welcome to Rockville (gdzie zadebiutowały na żywo) oraz Inkcarceration.

 


W październiku 2025 roku The Pretty Wild wydały singiel „Afterlife”, zapowiadający debiutancki album zespołu i nagrany we współpracy z grupą Magnolia Park. Pełnowymiarowy album, zatytułowany „zero.point.genesis”, ukazał się w listopadzie 2025 roku.

W grudniu 2025 roku ogłoszono, że The Pretty Wild, Ladrones oraz Ankor wystąpią jako support przed zespołem Bloodywood podczas trasy „System Of A Brown” w 2026 roku, obejmującej koncerty w Stanach Zjednoczonych.

W 2026 roku The Pretty Wild odbyły trasę koncertową po Wielkiej Brytanii i Europie, wspierając zespół Sleep Theory i występując m.in. na festiwalu Download.

Zespół The Pretty Wild początkowo funkcjonował jako grupa country-rockowa, by następnie ewoluować „w stronę żywiołowych, alternatywno-metalowych Walkirii na swoim debiutanckim albumie „Zero.Point.Genesis”. Ich brzmienie określa się jako połączenie „miażdżącego nu-core’u, cukierkowego popu i teatralności w stylu Tima Burtona”, a także mianem „pop-metalowych requiem” oraz „baddiecore’u”.

 


Pochodzące z Las Vegas siostry, Jyl i Jules Wylde, robią furorę na TikToku.

Ich muzyka łączy estetykę „mall-goth” z najbardziej surowymi, brutalnymi odmianami metalcore’u. Według Jyl album zgłębia tematykę upadku i odrodzenia, walki ze strukturami ego ukształtowanymi przez traumę oraz odzyskiwania kobiecej siły z mrocznej, pełnej widm otchłani, z którą społeczeństwo boi się skonfrontować. To ambitne założenia, które łatwo mogłyby ocierać się o pretensjonalność, jednak zespołowi The Pretty Wild udaje się osadzić te wzniosłe idee w autentycznych emocjach i muzycznej brutalności.

Płyta, zbudowana w równym stopniu na wyrazistej oprawie wizualnej i futurystycznych motywach, co na łamiących gatunkowe schematy, chwytliwych melodiach w stylu dark-pop i wiralowych memach, mocno zakorzenionych w nu metalu i metal core najwyższej próby.

 


Artystki błyskawicznie przykuwają uwagę słuchacza, gdy album rusza z kopyta utworem otwierającym  „Paradox”. To mocna deklaracja artystyczna, dająca pierwsze wyraźne wyobrażenie o wybuchowej mieszance muzycznej, jaką tworzy The Pretty Wild.

Od dopracowanego metalcore’u, przez koszmarne, popowe fragmenty, aż po gwałtowne uderzenie nowoczesnego metalu z elementami elektroniki – utwór ten sprawia, że ​​czujemy się, jakbyśmy przez cztery minuty byli miotani na szalonej kolejce górskiej.

Utwór tytułowy jeszcze bardziej podnosi poprzeczkę, a słuchacz od razu dostrzega, z jaką łatwością duet łączy miażdżący metalcore z fantastycznymi, alternatywno-popowymi melodiami.

„Living Dead” to song emanujący pewnością siebie; duet po raz pierwszy skręca tu w stronę muzyki pop, choć w połowie utworu o sobie przypomina ich cięższe oblicze za sprawą świetnie wkomponowanego breakdownu. W tym momencie staje się jasne, dlaczego artyści poświęcają tak wiele czasu na dopracowanie każdego aspektu swojej twórczości. Gdy album rozwija swoje kreatywne skrzydła, widać, jak misternie skonstruowane jest to rozbudowane, wielowarstwowe i przełamujące gatunkowe granice, brzmienie. Tendencja ta utrzymuje się w mrocznym, a zarazem niezwykle chwytliwym utworze „Button Eyes”, który błyskawicznie zapada w pamięć. To złowieszcza, niemal strasząca słuchacza kompozycja, w której duet płynnie przechodzi od przesadnie słodkich, popowych wokali i niewinnych wokaliz typu „tra-la-la” do agresywnych, uderzających z ogromną siłą breakdownów – to jeden z moich absolutnych faworytów na ich debiutanckim albumie.

„Priestess” to czysta, drapieżna energia i wokalny popis na granicy zdarcia gardła; nawarstwiające się efekty orkiestrowe budują potężną, gwałtowną ścianę dźwięku w stylu metalcore’u, na tle której artystki wymieniają się niemal zwierzęcymi krzykami. Chwilę później duet powraca do hymnicznych melodii łączących electro i metal w utworze „Omens”. „The Trial” balansuje między ścianami dźwięku - od wypolerowanego, soczystego nowoczesnego metalu po efekty inspirowane współczesnym gotykiem - podczas gdy „AFTERLIFE”, niedawny singiel nagrany we współpracy z Magnolia Park, stanowi kolejny przykład hymnicznego metalcore’u, który jest mocnym punktem tego albumu.

Album wieńczy utwór „s Leepw ALKe R” - ten sam, od którego dla The Pretty Wild zaczęła się cała ta podróż. Ten przebojowy kawałek, wzbogacony o słynny, wiralowy kaszel, stanowi wisienkę na torcie płyty „zero.point.genesis” - wydawnictwa równie zaskakującego, co przemyślanego, a przy tym brutalnego, a zarazem słodkiego i nieskazitelnego.

 



Pozostaje już tylko zanurzyć się w tym zbiorze wpadających w ucho metalcore’owych kołysanek (hahaha- pierwszy raz słuchałem sobie płyty do snu, lubię takie wejście w nocny świat), które spędzają sen z powiek. Uwaga jednak: „zero.point.genesis” przyprawi cię o śmiertelny strach i zmasakruje ci twarz, by ostatecznie wysłać cię do snu – z nerwowo ściskaną poduszką i jednym okiem otwartym na oścież.

Meega odkrycie 2026 roku, choć album ukazał się w listopadzie roku ubiegłego.

No ale cóż, dobrze jest rzetelnie przeglądać magazyn Orkus a wydanie wakacyjne- podwójne, właśnie mnie do płyty zachęciło.

Komentarze

Nowsza Starsza